1/14/2005

Miami Beach


Posted by Hello
okay,this is stupid.... But anyway, we're still in Japan.... even if it doesn't look like... If somebody was there, would never fill like in Miami. Actually I realised I've been to Miami, when I sow this picture... Reality: cold, windy, beautiful and off course, the most important - there was a Fuji Mountain beside this palm trees... And no Miami Vice... :(
True? A way to Ino Shima (Ino Island)... near to Kamakura

Rok Koguta...

Nadszedł Rok Koguta
Wg. Chińskiego horoskopu. Ktoś mi podpowiada, że to ma być dobry rok dla węża. Nie bardzo wiem, jaki pozytywny wpływ wywierają koguty na węże, ale zastanawiam się jaki wpływ ma kogut na koguta. Bo na przykład ja jestem kogutem. A może niekoniecznie...
Poszukiwania włsnej tożsamości odkładam na kiedy indziej.
Tymczasem, pozdrawiam wszystkie węże! Ale..
Koguty są wszedzie, opanowały teren już od połowy grudnia. Kukuryku słychać było między innymi na poczcie, która w tym okresie dysponuje zestawem stempli z kogutami w rozmiarach S, L, XL do ozdabiania kart z życzeniami noworocznymi. To bardzo ważny zwyczaj. Wysyła sie tysiące kart.. może właśnie stąd te stemple( na niektórych są już gotowe życzenia )? Nie tylko do bliskich, ale do wszystkich, ktorych się zna. A potem trzeba na taką kartkę odpisać. W każdym razie, kartki przychodzą po Nowym Roku, są rozwożone od 1 stycznia. Widziałam w telewizji jak pierwsi listonosze odziani w mundury z epoki Meiji, czyli przłomu XIX i XX w. na skuterkach, z olbrzymimi torbami ruszali w miasto.
Nowy Rok spędziłam w Tokio, tym razem w rodzinnej atmosferze. Oczywiście to nie była moja rodzina. Tak właśnie się spędza Nowy Rok w Japonii. Nie ma wielkiej biby do rana i spania prawie do 2 stycznia.. tzn bibe można mieć, ale nie należy do zwyczaju. Mój Sylwester odbywał się w etapach. Najpierw się rozchorowałam. Bo oto na właśnie na Tokyo, w dniu mojego przyjazdu, spadły wielkie śniegi. Moja wina, pewnie!
Potem spędziliśmy całe popołdnie w cafe Granita grając w Go, kto grał, to grał... i pijąc ciepłe alkohole. Notabene, w Cafe Granita jest Żubrówka, ale nie wiedzą, że się ją pije z sokiem jabłkowym. Tzn, teraz już wiedzą. W ogóle bardzo polecam to miejsce, przemiła obsługa, pyszne jedzenie i w ogóle, spędziłam tam godziny. Dziewczyna przy barze serwuje w białych rekawiczkach i mają cale zestawy Snoopiego na półkach.
Więc spędzając te godziny w Sylwestra, oglądaliśmy K1, czyli wrestling? Na wielkim ekranie. Dla mnie było to zupełnie nowe przeżycie, wszyscy oglądaliśmy z wielkim przejęciem wysiłki Jayanto Silbaa ( chyba chodzi o Giant Silver – bo był duży, ale czy srebrny? )
A potem przyszła pora na karaoke. Pora była naprawde dobra i wydłużała się i wydłu
żała. Zamówiliśmy tzw. nomihodai – czyli płacąc określoną z góry sumę pije się co się chce i ile chce. W przypadku przybyszów z karju ogórka kiszonego i śledzika, to się bardzo opłaca.
Ja niestety tylko zdzierałam gardło, reanimując je herbatką, co jakiś czas. Musiałam zachować czystość umysłu, bo czekał na mnie wywiad w radiu, przez telefon, na żywo i to po Japońsku. Czystość umysłu zachowałam, ale mój głos wcale nie był już taki czysty... ale było bardzo sympatycznie, a potem pan puścił dla mnie Dancing Queen... i był ciąg dalszy i dalszy i
I nie było count down! Nad miską Soba zorientowałam się to już Nowy Rok. Więc powiedzieliśmy sobie Omedetou. A nasze Soba to już nie było Toshikoshisoba.
Toshikoshisoba, to makaron soba, który tradycyjnie się je w Sylwestra, aby łatwię przejść w Nowy Rok. Już wjaśniam, Soba to makaron gryczany, dłuuugi dłuugi, i nie koniecznie się go żuje, nawet zrazu połyka... Jest bardzo śliski i sam wpada do brzuszka. Przy tym można siorpać, nawet trzeba. Siorpanie nie jest nie taktem. Dlatego pomaga zmienić rok.
Och no więc Nowy Rok.. a w Nowy Rok nie robi się nic, tylko je i śpi. Tak przynajmniej wytłumaczyła mi to moja japońska koleżanaka. Trochę jak u nas na Święta. JA nie spałam, ale jadłem... i to takie pysznośći! Przede wszyskim jest ozoni, czyli zupa miso z mochi. Mochi to tłuczony ryż, w konsystencji przypomna gume do żucia. Jest jak wielka Guma do żucia. I wielu Japończyków sobie z nią nie radzi. Odnotowuje się wiele przypadków śmiertalnych w Nowy Rok. Naprawde można się udusić.. albo utpić jak to zrobił jeden kot.
Ale ja żyje i mochi bardzo lubie. Potem się je osechi – najlepsze rarytasy z Japonii, które poukładane w pudełeczkach wyglądają jak zabawki. Są śliczne! I można je zjeść. Każdy element tego zestawu ma swoje znaczenie, zazwyczaj zdrowia i szczęścia w Nowym Roku.
No więc zdrowia i szczęcia w Nowym Roku mówiły mi pędy bambusa i łodygi lotosu, słodka fasola, i coś co wyglądało jak budyń z ryby... różowo biały. Potem idzie się na Hatsumode, pierwszą wizytę w świątyni, z okazji Nowego Roku.
Następnego dnia cała Japonia rusza na wyprzedarze i robi wielkie zakupy! Wielki tłok! I wszystko kosztuje o połowe mniej. Niektórzy czekają od rana pod wybranymi sklepami by upolować wymarzone marki. Na takie zakupy czeka się cały rok. I pomimo tego że wszystko kosztuje o połowe mniej, wydaje się więcej niż połowe miesięcznej pensji. Do Tokyo ściągają tłumy z okolicznych miejscowości. Pociągi są pełne toreb z zakupami. Duże sklepy oferują tzw. Fukubukuro, czyli szczęśliwe torby, w wolnym tłumaczeniu, które są niczym innym jak kotem w worku. Nie wiesz co, masz, za nim nie rozpakujesz... w środu może być coś warte więcej niż sie zapłaciło albo i nie...
I kiedy jedni robią zakupy inni idą przywitać cesarza. Nazywa się to ippan sanga. JA wybrałam wariant B i w lesie białych chorągiewek z czerwonym słoneczkiem zerkałam na uśmiechniętą buzie Jego Cesarskiej Mości.
Potem wyjechałam w góry jezdzić na nartach i moczyć się we wrzątku pośród śniegu ( gorące źródła po odkryrym niebem!)